Szkoda mi czasu na intrygi, w końcu jestem pępkiem świata

20:23



Nie żebym myślała tak od zawsze, a na pewno nie kiedy nie miałam dzieci. Wtedy liczyłam się tylko ja, przecież byłam pępkiem świata i wszystko kręciło się wokół mnie. Wystarczyło, że ktoś się źle spojrzał, a ja już swoje sobie dopowiedziałam, nigdy nie byłam kłótliwa, ale w tamtych czasach miałam niezłą pamięć.


Z liceum wyszłam już kilkanaście dobrych lat temu, okazało się, że pępek świata jest zupełnie, gdzie indziej niż ja się znajduję. Szkoda, bo tak fajnie było nim być, śmiem nawet twierdzić, że takich pępków świata jest o wiele więcej niż jeden, bo sama urodziłam sobie takich dwa. A jak już mam swoje dwa prywatne pępki świata i okazało się, że tym światem jestem ja i to ja muszę ze zdwojoną prędkością kręcić się wokół dwóch małych istotek i sprawiać, żeby dla nich ten świat był najlepszy, bo to w końcu jak na razie tylko ich świat, to szkoda mi czasu i energii  na zajmowanie się czymś innym.

Nie lubię intrygantek, trzymam się od takich osób jak najdalej, a jeśli nie mogę to po prostu wpuszczam jednym uchem i drugim wypuszczę te wszystkie gadki. Nie zawracam sobie głowy, tym jak ktoś na mnie patrzy, co mówi za plecami, co o mnie myśli. Jeśli nie ma odwagi powiedzieć mi to wprost, wyjaśnić, przegadać sprawę, to najzwyczajniej taką osobę ignoruję. Nie - może ignorancja to za duże słowo, po prostu nie przejmuję się, nie myślę i uznaję, że żadnej sprawy nie ma. 

Nie lubię jak ktoś niepotrzebnie zaśmieca mi głowę swoją złością na cały świat: bo ktoś powiedział, bo ona się domyśla, że ktoś coś. Tak mi gada i do głowy wrzuca, a ja nawet jak nie chcę o tym myśleć to i tak z tyłu głowy coś zostaje. 

A ja już swój czas złości na świat i na swoje życie przeszłam. Pogodziłam się z samą sobą, doszłam do wniosku, że złość, intrygi, kłótnie wykańczają mnie od środka i żyć tak jak chcę nie pozwalają. Swoich dzieci uczę, że każdy problem można rozwiązać rozmową, nie trzymać w sobie bo kiedyś wybuchnie ze zdwojoną siłą. Chcę nauczyć je dystansu do siebie i że z siebie też można się  śmiać, a nawet powinno. 

Bardzo łatwo odciąć się od osób, które naszym zdaniem zrobiły nam coś na złość, zrobiły z nas tego przysłowiowego bałwana, nie zastanawiając się jak to odbije się na naszych dzieciach. Łatwo kogoś osądzić nie wczuwając się w tą osobę, nie wiedząc co ona myśli, dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Pisanie bloga nauczyło mnie jak bardzo można się pomylić, przyklejając komuś łatkę po 5 minutach spędzonych na jego blogu, fan pagu, czy koncie instagramowym. Jak łatwo można kogoś zranić osądzając po pozorach. W prawdziwym życiu robimy dokładnie to samo, patrzymy tylko przez swój pryzmat, a gdy do tego dochodzą emocje wystarczy jedna iskra, żeby rozpalić cały ogień. 

Szkoda mi czasu na nieprzespane noce bo ktoś coś powiedział, pomyślał nie tak jak ja bym tego chciała. Szkoda mi czasu na myślenie, czy dało się zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni, bo tak się nie da - nie dogodzisz wszystkim, zawsze ktoś się znajdzie, dla kogo będziesz tym złym, niezależnie od Twoich intencji. 

Nie zawsze myślałam tak jak teraz, każdy etap życia ma swoje prawa, nastolatka ma inne wartości niż matka dwójki dzieci. Jeszcze wiele się w moim życiu może zmienić, inaczej mogę mówić za parę kolejnych lat. Ale teraz uważam, że życie jest za krótkie, żeby skupiać się na swojej złości, o wiele większą wartość ma dla mnie uśmiech moich dzieci. 

'
Buty dzieciaków to Bartek, gdybyście szukali ciepłych butów na zimę to te bardzo polecam. Mieliśmy już kilka par bo Arturowi zawsze zimno, tych tańszych i tych droższych, ale te zdecydowanie są najlepsze. 



Zobacz Również

0 comments

Archiwum