Nie wierzę, że jeszcze wczoraj przede mną był cały świat, a jutro moje dzieci nie będą miały do kogo powiedzieć "MAMO"

21:21



Nie wierzę, że tak może dziać się na prawdę. Jeszcze wczoraj wszystko było ok., a dziś dowiadujesz się, że zostało Ci 3-4 miesiące życia. W głowie mi się nie mieści i tak to chyba tylko w filmach* może być.


Ale, że jak? Przez te wszystkie miesiące kiedy to siedzi w Tobie, kiedy rozgaszcza się i pije drinka z parasolką, bo tak mu u Ciebie dobrze, Ty tego nie czujesz? Nic, a nic się nie domyślasz? Może głowa boli Cię trochę częściej albo z koncentracją coś nie tak, a może brzuch jakoś częściej daje o sobie znać i mdłości jak przy pierwszej ciąży? 

Nie wierzę, że człowiek nic, a nic nie zauważy, że tak siebie samego spycha na samiuśki szary koniec. Przecież to na pewno zmęczenie albo stres, nic niezwykłego jak się ma dwójkę dzieci, etat, dom do ogarnięcia, może remont i kredyt do spłacenia, a snu ze 4 godziny na dobę, ale to max. 

Nie wierzę, że człowiek tak pędzi za lepszym zapominając o sobie, o tym, że bez zdrowia to nic mu się w życiu nie uda. Za pieniądzem goni, za czasem co go ciągle mało, za większym, nowszym i żeby wszystko na maksa bo życie za krótkie, tylko, że sam w to nie wierzy i jak nieśmiertelny żyje. 

Po co się badać, po co się wsłuchiwać w siebie, po co wyolbrzymiać mały ból głowy - przecież to zmęczenie na pewno. I tak z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok - przecież jeszcze zdążę, co innego jest teraz ważne.

Nie wierzę, że tak bez żadnych oznak - BUM - i jest ! Rozgościł się Proszę Państwa i pójść sobie nigdzie nie zamierza, taki gość nieproszony co to się go nigdy nie spodziewasz. 

I w końcu te badania zrobić musisz bo szef się uparł, że potrzebne, albo mąż rozwodem straszy, mama po nocach płacze, że w oczach nikniesz, nie ważny powód, ważne, że ktoś Cię w końcu zmusił. Więc robisz, bo wyjścia już nie masz. Potem w pośpiechu między pracą, a przedszkolem odbierasz wyniki i myślisz tylko o tym, że po dziecko się spóźniasz, a przecież obiad trzeba jeszcze nastawić. Szybkim spojrzeniem szukasz na kartce wyniku, przecież doskonale wiesz jaki ma być i nawet patrzeć nie musisz, ale z ciekawości zerkasz i .... 

W jednej sekundzie świat ci się wali, ten świat co to poukładany miałaś co do minuty.

Nie wierzę, nie wierzę, że tak dzieje się na prawdę. Że w jednej chwili, tak bez ostrzeżenia wali się wszystko. Masz 3 miesiące, żeby przygotować siebie.... dzieci.... męża. 3 miesiące, może tydzień mniej, tydzień dłużej. Czy jest w ogóle możliwe przygotowanie siebie na śmierć? A dzieci, tak małych, że za parę lat mogą nie pamiętać, że matkę miały, a przecież tyle ich chciałaś nauczyć  i tyle czasu zmarnowałaś na pierdoły, na krzyki i kłótnie o błahostki, które przy tym gościu co to drinka u Ciebie sączy, znaczenia nie mają. 

W jednej chwili wywraca się świat, żałujesz każdej sekundy, którą zmarnowałaś, każdego słowa, które wypowiedziałaś w złości, każdej złej myśli, która pojawiła się w głowie. Tylko jak to naprawić w 3 miesiące? 

Czy to możliwe, żeby w 3 miesiące naprawić co zepsute, gdy chce się trzymać w ramionach dzieci, dopóki ich zapach nie wsiąknie w Twoją skórę, tak żeby już nie czuć nic więcej? Czy da się w tym czasie wypowiedzieć swoje uczucia, których nie umiało się i nie miało odwagi do tej pory? Czy da się wylać tyle łez i wypowiedzieć tyle razy słowo przepraszam, żeby cofnąć wszystko co się schrzaniło w życiu? 

Nie wierzę!!! Nie wierzę, że jeszcze wczoraj przede mną był cały świat, a jutro moje dzieci nie będą miały do kogo powiedzieć "MAMO" ........


koc dla dorosłych

filmach* - wpis powstał po obejrzeniu filmu "Żyć nie umierać" 

Nie wierzę, że wkurza mnie tysiąc razy słyszane słowo8 mamo, nie wierzę, że ten bałagan ma dla mnie takie znaczenie, nie wierzę, że przez ten bukiet kwiatów co go nie było zmarnowałam cały dzień, nie wierzę, że tyle czasu tracę na nerwy i nie kończące "a mogło być lepiej" ......



Zobacz Również

0 comments

Archiwum