Jak wstałam z kanapy i ruszyłam po swoje marzenia

21:03


Od poniedziałku, od Nowego Roku, od pierwszego, od jutra......

Znacie to? Bo ja, aż za dobrze. Całą zimę przeglądając zdjęcia w internecie pięknych i szczupłych kobiet zagryzałam mocno zęby z zazdrości, sycząc czemu ja tak nie wyglądam, czemu innym to tak łatwo przychodzi, a mi łatwo to tylko drugi podbródek się robi. Beczałam w poduszkę zagryzając smutki kolejną czekoladą i ciasteczkiem. Nie wierzyłam w siebie, byłam pewna, że już całe życie jestem skazana na te fałdy i grube uda, bo przecież ja grubej kości jestem i dwójkę dzieci urodziłam, to mam prawo tak wyglądać, mogę przestać dbać o siebie bo przecież z domu to tylko po bułki do Biedronki chodzę. 

Najgorzej jest zasiedzieć się w domu, zapomnieć o sobie, przestać wierzyć w swoje możliwości i marzenia. Myślałam tylko o innych, o swojej rodzinie, żeby to ona była szczęśliwa zapominając o tym, że mój smutek przeżywają także oni. 

Próbowałam diety cud na których wytrzymywałam kilka dni, a potem obżerałam się jeszcze bardziej, próbowałam detoksu cukrowego, na którym wytrzymałam jeden dzień, a potem drgawki jak narkomana mnie złapały. Każda próba utwierdzała mnie w przekonaniu, że nie dam rady, że jestem za słaba i coraz bardziej nienawidziłam siebie. Już Ci pisałam, że to nie chodzi o to, żeby moje ciało było szczupłe jak u modelki  to chodzi o akceptację siebie, żeby się dobrze czuć w swoim ciele, żeby nie wstydzić się wychodzić z domu, tylko kroczyć pewnym siebie przez życie i móc tego nauczyć swoje dzieci. 

Miesiącami marzyłam i wzdychałam do tych dziewczyn z instagrama, które po dwójce dzieci wyglądały tak jak ja nawet będąc nastolatką nie wyglądałam. W maju moja miarka goryczy, nienawiści i samodestrukcji sięgnęła zenitu. Tak się na siebie wściekłam, miałam ochotę walnąć sobie w twarz i wykrzyczeć, że jestem słabym nic nie wartym człowiekiem, że za każdym razem sobie coś obiecuję i dupa z tego jest, jak mają mi moje dzieci uwierzyć skoro ja sama sobie nie wierzę i co ja im w przyszłości powiem, że były moją najlepszą wymówką?. Chyba nawet to sobie wykrzyczałam bo z dnia na dzień zmieniłam wszystko...........

Po pierwsze powiedziałam sobie głośno - Nie jestem na żadnej diecie !!! Nie robię sobie zakazów i nakazów. Stwierdziłam, że jeśli mam faktycznie zmienić swoje nawyki, swoje nastawienie do siebie, tak już na stałe, a nie na miesiąc muszę robić wszystko bo tego chcę. I przede wszystkim to co było najważniejsze - ruszyłam tyłek z kanapy, bez żadnych wymówek, każdego dnia jest jakaś aktywność, nie koniecznie ostry trening, w tych gorszych dniach wystarczy spacer z dzieciakami, kilka podskoków z nimi lub taniec i śmiech, aż do bólu brzucha. 

Dużą pomoc i motywację dają mi moje czytelniczki, może właśnie to Ty! I dziewczyny, które obserwują mój profil na instagramie, warto mieć takiego kogoś kto podpowie jakiś fajny fit przepis, świetne ćwiczenie, szybkie i nie wymagające specjalistycznego sprzętu, doda otuchy jak już się nie ma siły ręką ruszyć, albo zmotywuje Cię na maksa pisząc rano w poniedziałek - pamiętaj DASZ RADĘ!!! 

Jeśli ja dałam rade wstać z kanapy to TY też dasz radę, znajdź tą siłę w sobie bo ją masz tylko musisz uwierzyć. Nie rób sobie żadnych diet, nie rezygnuj z ulubionych dań, nie głódź się, po prostu zmień styl swojego życia na zdrowy i fit. Ja jestem najlepszym przykładem na to, że się da. 

Moje cele i marzenia są cały czas przede mną, ale to, że w końcu próbuję, że daję z siebie 100%, że nie siedzę na tyłku tylko działam, daję mi ogromną satysfakcję i powera do działania. 

Pewnie jesteś ciekawa moich rezultatów, one są dla mnie na dalszym planie, na pierwszym jest poprawa własnego samopoczucia, chęci do życia i działania, a zmiana ciała jest dla mnie nagrodą i cieszę się z każdego centymetra mniej. Waga spada powoli, dlatego, że na siłę nic nie robię, nie katuję się treningami, nie głodzę, a wszystko robię z uśmiechem na twarzy. Nie chcę w miesiąc zrzucić 8 kg, a potem w dwa tygodnie przytyć 10, chcę w swoim tempie i jeśli ty chcesz zmienić swoje życie, to znajdź swoje tempo i nie patrz na innych, w miarę jedzenia apatyt rośnie, tak samo jest z aktywnością im więcej trenujesz tym więcej tego chcesz. 

No dobra powiem Ci ;)
W 7 tygodni ( dwie majówki w tym czasie, kilka urodzinowych imprez i urlop nad morzem ;) ) waga spadła 5 kg, ale dla mnie liczą się bardziej centymetry, a ich ubyło mi m.in 8 cm w biodrach to dużo, prawda? Na człowieka, który jeszcze dwa miesiące temu siedział z paczką chipsów i tabliczką czekolady to jest bardzo dużo.......

To jak wstajesz z kanapy i próbujesz dogonić swoje marzenia? Pamiętaj dasz radę, a jak będziesz mieć chwilę słabości pisz do mnie razem będzie łatwiej.




Zobacz Również

0 comments

Archiwum