Biorę rozwód

19:40

rozwód

Szlak by trafił cale to małżeństwo. I po co mi to było? U mamy tak dobrze, bez kłopotów, bez brudnych skarpetek i zabawek porozrzucanych po całym domu. A tu trzeba się tak męczyć, chłopu ugotować, poddać pod nos bo niczego sam nie znajdzie i taki on niedomyślny. Przed ślubem to złote góry obiecywał, na rękach nosił i tiutiał do ucha, a teraz co? Szkoda gadać.


Tylko nerwy, kłótnie i walka o to kto ma rację i na czyim w końcu stanie. Moją mamę to już chyba uszy bolą od tego trajkotania, że taki i owaki, że tego nie zrobi albo zrobi, ale źle, że miało być tak, a jest tak, że taka ja głupia byłam i w końcu dłużej już tego nie wytrzymam  - biorę rozwód

A ten chłop ile się nasłucha, to nieraz się sama sobie dziwie, że z ust moich takie słowa wychodzą. Nerw o wszystko, ale to tak dosłownie o każdą drobnostkę najmniejszą, byle by na moim stanęło.  Niech ma, skoro życie mi tak zmarnował to niech se w końcu trochę pocierpi. 

Rozwiodę się z nim, na bank, życie sobie ułożę, gdzieś daleko od niego, a  on sobie pewnie młodszą znajdzie, ale która z nim dłużej wytrzyma niż ja........

Ile ja już tych rozwodów w pierwszym roku małżeństwa wzięłam to chyba nawet nie zliczę, ze dwa razy na miesiąc to minimum było. Ja straszyłam i on straszył, a każdy wiedział, że to złość tylko jest, próba przyzwyczajenia się do nowej sytuacji, odnalezienia się w życiu razem, w zupełnie innych warunkach niż do tej pory. Ile to razy pakowałam walizkę, wypłakiwałam się mamie w słuchawkę, a wieczorem kończyło się jak zwykle. Z tego co obserwuję dookoła siebie wiele małżeństw tak ma, że ten pierwszy rok jest najtrudniejszy, a w zasadzie pierwszy rok po urodzeniu pierwszego dziecka, bo tak jak sam ślub nie zmienia nic tak dziecko zmienia wszystko. I to gówno prawda, że "widziały oczy co brały", nic nie widziały bo niby jak, jak nigdy w takiej sytuacji człowiek nie był. Jak zwala się na raz odpowiedzialność za drugiego człowieka, za dziecko, rachunki do opłacenia, nieprzespane noce, zderzenie się dwóch przyzwyczajeń wyjętych z dwóch rodzin, każdy ciągnie w swoją stronę, swoje przyzwyczajenia narzuca. I aktywność kobiety, która po urodzeniu dziecka nagle w jeden dzień spada o 90%, to przecież szoku można dostać, tak jak ja dostałam, więc nie dziwię się, że spięcia były, że wydawało mi się, że jest źle i rozwód to najlepsze rozwiązanie. 

Bycie razem nie jest łatwe, zwłaszcza jeśli zmienia się całe swoje życie i obowiązki zaczynają przytłaczać, bycie razem to jeden wielki kompromis, który trzeba sobie wypracować. Mogłam to zrobić, mogłam nie wytrzymać sytuacji, nie podjąć próby stworzenia czegoś dobrego, mogłam się zawziąć w swojej złości i nie popuścić nawet odrobinę i mogłam popełnić swój największy błąd.  Mogłam wziąć rozwód, przecież teraz to takie proste! Wybrałam nas i naszą rodzinę, a zmiany zaczęłam od siebie, małymi krokami, bardzo malutkimi, ale udało się i teraz jestem bardzo szczęśliwa u boku człowieka z którym jeszcze dwa lata temu chciałam się rozwieźć, bo tak mnie do szału doprowadzał i doprowadza nadal, ale przecież potrzebna jest ta iskierka, żeby ten ogień był.

Trzeba znaleźć tą chwilę dla siebie, mimo zmęczenia, mimo garów w zlewie, mimo ciągłego nasłuchiwania czy dziecko jeść nie woła, czy się krzywda nie dzieje. Wieczorem, rano lub w południe kiedy mamy 5 minut, posiedzieć razem, nawet nie rozmawiać przytulić się i pomilczeć. To pomaga, od razu wszystko jest łatwiejsze, tylko trzeba chcieć, tą złość i żal gdzieś zostawić za sobą, a to wcale nie jest takie łatwe. I widzieć więcej tego dobrego, tych małych drobnostek na co dzień, nie czekać na wybuch fajerwerków. 

Przestałam krzyczeć, wkurzać się o byle co, ponarzekam sobie trochę Tobie i mamie, tak dla upustu nerwów, czasem focha puszczę, tak na chwilę bo wiem, że przyjdzie i przytuli, że w żart obróci, a dla mnie za kilka minut powód wyda się błahy, na dzieci popatrzę, uśmiechnął się do mnie i myślę, że przecież dużo w tym jego zasługi, że nam tak dobrze ze sobą, że tego rozwodu nie było.. ..

Bo przecież dwoje ludzi musi się dotrzeć, musi ten kompromis sobie jakoś wypracować i to nie jest złe, że się czasem ktoś pokłóci, że talerze latają i rozwód co tydzień się bierze, ważne, że chcą razem iść przez życie, a w życiu bywa różnie. Ważne, żeby pamiętać, że te złe chwile są nam potrzebne i to nawet bardzo, bo dzięki nim możemy zobaczyć ile szczęścia mamy i jak ważna dla nas jest ta druga osoba. 

Dziś mija 4 lata od naszego ślubu, ktoś powie że dużo, ktoś inny, że to chwila, a ja się cieszę, że udaje nam się RAZEM pokonywać wszelkie trudności i tworzyć cudowną rodzinę, wspierającą się mimo wszystko. 

Kocham Cię A. 
sesja ślubna
jak wziąć rozwód
sesja ślubna



Zobacz Również

0 comments

Archiwum