Kilka kadrów z naszych Świąt i mój "perfect moment"

11:35



Jak co roku święta minęły za szybko i gdyby nie te kilka dodatkowych dni pewnie bym ich nawet nie poczuła. 

Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo intensywne, życie z dwójką dzieci to zupełnie inny wymiar. Trzeba się było przestawić na wyższe obroty, zwłaszcza, że blog nabrał tempa i cały czas idzie ku lepszemu. Jest was tu coraz więcej z czego się bardzo cieszę. Chcę żeby tematy, które się tu pojawiają były dla was ciekawe i zachęcały do powrotu, dlatego bardzo dużo czasu poświęcam na przygotowanie zdjęć i postów dla was. Pod koniec roku doszły jeszcze choroby dzieci i wszystko zaczęło mnie przerastać, doba skurczyła mi się chyba do kilku godzin a mój organizm zaczął się buntować, dlatego nie było mnie tu trochę czasu, W święta byłam tylko dla rodziny i dla siebie. Bardzo tego odpoczynku potrzebowałam, wyłączyłam się z bloga, a na facebooku i instagramie było mnie bardzo mało, trochę was zaniedbała, wiem, ale musiałam sobie przez te kilka dni poukładać w głowie co, jak i dlaczego, naładować baterie, żeby w tym roku wrócić do was z nową energią i pomysłami. 

W święta udało mi się trochę zatrzymać i rozejrzeć dookoła siebie, nie musiałam sprzątać i gotować, mogłam tylko skupić się na nas, na zabawie z dziećmi i rozmowie z mężem. Ten czas okazał się być dla mnie magiczny, zwłaszcza jedna noc w której Antosia przebudziła się i tak spokojnie bez marudzenia tylko na mnie patrzyła i przytulała się, nie chciała od razu jeść, nie rzucała się po całym łóżku, tak po prostu leżała obok mnie i patrzyła. W jej oczach widziałam bezgraniczną miłość i zaufanie do mnie, tak jakby chciała powiedzieć: "nie martw się mamo, wszystko będzie dobrze, masz mnie i Artura, dla nas jesteś najważniejsza, jesteśmy razem a to liczy się najbardziej". Patrząc mi w oczy zaczęła do mnie mówić po swojemu, byłam pewna, że za chwilę powie do mnie właśnie te słowa, które widziałam w jej oczach i pewnie chciała to powiedzieć, a wyrwało jej się "tata", no cóż jakoś musiałam to przełknąć, Artur też najpierw zaczął mówić tata a dopiero potem mama więc mogłam się i teraz tego spodziewać, ale tak jakoś miałam nadzieję, że szybciej usłyszę to słowo. Ale jak teraz sobie o tym myślę to, to był jeden z tych perfect moment, które chcesz pamiętać przez całe życie, które wywołują u ciebie łzy wzruszenia, które pokazują ci jakie masz szczęście obok siebie i nie ważne jakie słowo wtedy wypowiedziała, ważne że dała mi wtedy tyle miłości, że moje serce chciało pęknąć od nadmiaru, a ja od razu chciałam się nią podzielić z resztą naszej rodziny. 


Co się będzie działo w Nowym Roku? Wszystko wam opowiem w następnych postach. Chociaż już teraz wiem, że trudno będzie przebić ten rok który już za mną, tyle w nim dostałam szczęścia i miłości, którymi chciałam się z wami podzielić, mam nadzieję, że limit nie został wyczerpany a wręcz przeciwnie. Na początek mam dla was kilka kadrów, robionych na szybko bo przecież od aparatu też miałam odpocząć. Miałam, ale jak się okazało aparat jest już chyba przedłużeniem mojej ręki i trudno się z nim rozstać. W każdym razie dzisiaj trochę więcej mnie. 



















Zobacz Również

0 comments

Archiwum