Marzenia wyrodnej matki

08:01

na marzenia nigdy nie jest za późno

Ostatnio Asia, która pisze bloga Antonoovka.pl rzuciła mi hasło #namarzenianigdyniejestzapozno i pozwoliła się na ten temat wypowiedzieć na jej blogu o TU. Chwilę musiałam się zastanowić nad tym co jej napisać, bo prawdę powiedziawszy po prostu nie pamiętam moich marzeń z dzieciństwa, za to doskonale wiem jakie jest teraz moje marzenie.

Wczoraj po ośmiu miesiącach wyszłam sama z domu na prawie pięć godzin. SAMA, SAMIUTKA, SAMIUSIEŃKA !!! Szok! Kilka godzin bez jednego dziecka przypiętego do cycka a drugiego cały czas marudzącego, przypiętego do nogi. Kilka godzin które trwały jak kilka sekund. Już zapomniałam jak to jest swobodnie chodzić po sklepach i nie myśleć o tym czy za chwilę nie będę musiała rozpinać bluzki albo bez pośpiechu przymierzyć spodnie. TAK! Wyrodna matka wyrwała się z domu po ośmiu miesiącach na zakupy, ale żeby było śmieszniej zakupy dla dzieci, bo się jakoś zima za szybko zrobiła a kurtek dzieci nie miały ani butów zimowych. 

W strachu byłam bardzo, że Antosia nie wytrzyma bez mamy dłużej niż dwie godzinki, sama nie wiedziałam jechać - nie jechać? Na szczęście kiedy tylko babcia przyjechała Antosia miała mamę koło nosa, więc wiedząc, że ją zostawiam pod najlepszą opieką wyrwałam się do miasta. I mimo, że cały czas o dzieciach myślałam tak jakoś głowa mi się przewietrzyła, luzu trochę nabrałam i zatęskniłam za chwilą samotności. 

I mimo, że tych marzeń z dzieciństwa nie pamiętam, pewnie dlatego że wszystkie mi się spełniły, to wiem jakie marzenie mam teraz. Marzy mi się spokój, cisza..... nie chyba jednak nie to, marzy mi się przypomnienie sobie o tym, że mam dopiero 30 lat a nie 50. Tak! Czuję się jak bym miała 50 lat, całkowicie zasiedziałam się w domu i poza przedszkolem Artura wychodzę jeszcze tylko do Biedronki na zakupy. Smutne to trochę, bo przecież to że jestem mamą dwójki dzieci nie musi znaczyć, że mam się zamknąć w domu, aż do ich osiemnastki. Ale chyba sama na siebie narzuciłam taki styl, Dla tej dwójki chcę być jeszcze lepszą matką niż byłam dla jednego: dla niej cyc na zawołanie dla niego ciepły obiad zawsze o tej samej godzinie, ciasto na deser i cała ja przez 24 godziny na dobę. Chociaż od kiedy jest Antosia z nami bardzo pomaga mi A. to i tak jestem cholernie przemęczona. Można by powiedzieć TAKI LOS MATKI, SAMA TEGO CHCIAŁAŚ

Chciałam bardzo! i to co mam teraz jest spełnieniem moich marzeń, tylko w tym dążeniu do szczęśliwej rodziny zapomniałam o sobie i o tym, że oprócz mamy i taty jesteśmy też kobietą i mężczyzną. 

Moje marzenie na teraz: weekend bez dzieci, a najlepiej kilka dni. Marzy mi się wyjazd z mężem i przypomnienie sobie, że MY też jesteśmy ważni, kilka dni spokoju w głowie, bez ciągłego strachu i patrzenia dookoła siebie. Ciągle biegamy oboje gdzieś mijamy się w tej codzienności, praca, dzieci, dzieci, praca. Usiąść, wypić razem kawę porozmawiać, ale zupełnie na inne tematy niż te poruszane na co dzień i przytulając się spacerować kilka godzin i myśleć o tym, że bez naszej miłości cały ten idealny stan nie jest taki jaki powinien być. Kilka dni na bycie znowu młodymi ludźmi, choć przez chwilę zapomnieć o obowiązkach i o tym że coś trzeba, kilka dni na robienie tylko tego co chcemy. Spać do 10, zjeść śniadanie i wrócić do łóżka, czytać książkę lub cały dzień leżeć na piasku, patrzeć w niebo i trzymać się za ręce, wieczorem pójść na kolację lub do klubu i jak za małolata przetańczyć całą noc

Nie wiem czy tylko ja mam taki problem z odnalezieniem równowagi w byciu matką i byciu sobą czy większość matek tak ma? W sumie to przecież tylko ja stoję sobie na przeszkodzie, żeby np. nie pójść poćwiczyć godzinę dwa razy w tygodniu, albo nie wyskoczyć w niedzielę na spacer tylko z mężem. No bo przecież nikt sobie nie poradzi lepiej z moimi dziećmi niż ja, Antosia mnie potrzebuje cały czas, taka malutka jeszcze jest. Taaaaaaaaaaa cała matka! To chyba ja najbardziej boję się odciąć tą pępowinę od moich dzieci, przekonać się o tym, że już nie jestem im tak cały czas potrzebna, że u dziadków mają pewnie jeszcze lepiej niż w domu bo półka ze słodyczami zawsze pełna, a w domu matka słodycze dzieciom podjada. Sama nie wiem w którym momencie to się stało, że tak sfiksowałam na punkcie bycia matką polką, kiedy straciłam ten luz dwudziestolatki, bo chyba nie wraz z pierwszą sekundą kiedy stałam się trzydziestolatką? 

Moje marzenie jest mało realne do spełnienia, myślę że tak przez kilka lat pozostaną jeszcze tylko w mojej głowie, ale Aśka twierdzi, że na marzenia nigdy nie jest za późno, więc marzę. A wy o czym marzycie? Tylko tak szczerze. Pierwsza myśl która wam przychodzi do głowy.

Marzy mi się weekend bez dzieci, czy to znaczy że jestem wyrodną matką? 



Zobacz Również

0 comments

Archiwum