Jegomość ksiądz

13:59


Lubię sobie uciąć od czasu do czasu pogawędkę z księdzem. Zastanawia mnie natura księży. Czy faktycznie każdy z nich jest istotą uduchowioną, pasterzem dusz, jak głęboko wierzy, na ile jego wiara jest prawdziwa i trwała. Więc z jednej strony interesuje mnie ksiądz ideał. Z drugiej strony lubię myśleć o księdzu, że to tylko klecha. Istota grzeszna. Człowiek jakich wiele. Mały piksel w tłumie.


W swojej pracy spotykam wielu księży. Różnie do mnie podchodzą jako do fotografa. Przed ceremonią zaślubin udaję się do zakrystii. Zawsze zastanawiam się kto mnie tym razem powita. Jaki typ księdza? Nerwowy czy spokojny, skupiony, młody czy stary, uprzedzony, medialny czy nie lubiący się fotografować... Tyle wariantów, że głowa mała. Zatem nerwowo stuk-puk. Na starcie rzucam utarty slogan, który jak dotąd najlepiej się sprawdza, że jestem Gołębiowska, że się postaram nie przeszkadzać ani Bogu, ani młodym, ani księdzu...

Odpowiedzi otrzymuję przeróżne. O tym może kiedy indziej. Natomiast większość księży prosi o "nie robienie czegoś". Na przykład o nie nagrywanie kazania kamerą. A szkoda, bo rzadko który ksiądz "klepie" od niechcenia. Kazania są przeważnie świetne. Przemyślane, powiedziane nowożeńcom prosto w oczy, czasem trafi się żarcik jakiś lub anegdotka. Zatem skoro ksiądz podszedł do tematu poważnie i świetnie się przygotował, to dlaczego odmawia swoim nowożeńcom tak ładnej pamiątki? Postanowiłam zapytać.

Stuk-puk.

- Szczęść Boże, Dorota Gołębiowska, fotograf, razem z mężem będziemy tu uwieczniać...lalala... Postaramy się nie przeszkadzać ani Bogu, ani młodym, ani księdzu.

- Wszystko można, tylko nie nagrywać kazania.

- Dlaczego?

Ksiądz mruży oczy i stara się rozgryźć moje intencje. Chwila ciszy, więc ciągnę dalej.

- Oczywiście uszanujemy księdza prośbę. Pytam z ciekawości. Ksiądz się boi kamery? Nie lubi ksiądz jak się go filmuje?

- To nie o to chodzi.

Najbardziej oczywiste wytłumaczenie odpadło.

- Gotowy film, który młodzi otrzymają na płycie pójdzie w świat w wielu kopiach. Boję się, że w dobie dzisiejszej technologii i nagonki na kościół ktoś może zrobić zły użytek z kazania, które zostanie nagrane. Boję się, że ktoś wytnie moje słowa z kontekstu i wykorzysta to przeciwko mnie. Boję się, że powiem coś nieopatrznie, przejęzyczę się, zostanie to źle zrozumiane lub celowo wykorzystane przeciwko mnie. Proszę nie nagrywać kazania.

W mojej głowie zawrzało. To ksiądz też się boi?

Innym razem na weselu spotkałam księdza luzaka. Posadzili go przy stoliku dla orkiestry, po mojej prawej stronie. Skorzystałam z okazji i poprosiłam o uchylenie rąbka tajemnicy z życia księdza i opowiedzenie paru ciekawych doświadczeń.

"Byłem na pielgrzymce, prowadziłem jakieś tam modły. Nagle zapragnąłem pójść do toalety. Spieszyło mi się. Zarówno na stronę, jak i z powrotem, wszak modlitwa nie poprowadzi się sama. Potrzebny jest przewodnik. Wyprosiłem zatem pierwszeństwo w kolejce do toalety. Po wszystkim opuszczam wychodek pośpiesznie dopinając guziki sutanny. Do mych uszu docierają słowa małej dziewczynki:

- Babciu?! To ksiądz też musi?!"

Okazuje się, że księdzu bliżej do człowieka niż do Boga. Boi się, uczęszcza do toalety... Jakie ciekawe wnioski :)

Słucham kolejnego kazania na mszy ślubnej. Ksiądz zaczął opowiadać anegdotkę:


"Było sobie małżeństwo. Pobrali się blisko 50 lat temu. Kiedy zbliżały się ich złote gody, żona zapytała męża:

Czy jest coś, co mogę zrobić dla ciebie z okazji naszej rocznicy?

Po chwili zastanowienia mąż odrzekł:

- Jest taka jedna rzecz. Proszę cię, abyś w dniu naszej pięćdziesiątej rocznicy zaślubin wreszcie przygotowała mi na śniadanie piętkę chleba z masłem, bo ja całe życie poświęcam się dla ciebie jedząc to miękkie ze środka.

Żona odpowiedziała:

- Z wielką radością oddam ci moją piętkę, której nie znoszę. Jadłam ją jednak całe życie, bo byłam święcie przekonana, że ty jej nie lubisz."

Ksiądz zakończył anegdotkę życzeniami dla młodej pary, aby oni również potrafili się dla siebie tak całe życie poświęcać i ofiarowywać sobie małe rzeczy. Oczywiście księdzu przyświecały złote intencje. Wiadomo, co miał na myśli i nikt nie zamierzał z nim polemizować. Tylko mnie jednej przemknęła taka natrętna myśl, że w pożyciu małżeńskim tych staruszków zabrakło rozmowy i szczerości. Dlaczego po prostu nie powiedzieli sobie, co lubią a czego nie? Przecież w małżeństwie nie chodzi o to, aby non stop coś poświęcać. O wiele milej jest żyć tak, aby sobie wzajemnie dogadzać.

- Masz tu mężu piętkę z masłem, bo lubisz. A ja mam to miękkie ze środka, bo lubię. Smacznego!

Heh... Ksiądz to jednak nie ma lekko. Nie dość, że strach, że za potrzebą, to jeszcze co by nie powiedział, to zawsze komuś coś nie pasuje. Kalejdoskop.

Dlatego księża mnie ciekawią. Bo mają nieludzką robotę.

Napiszcie proszę, jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii?

Pozdrawiam,
Dorota



Zobacz Również

0 comments

Archiwum