Widziałam śmierć mojego dziecka

07:22


To był ułamek sekundy, widziałam śmierć mojego dziecka, wszystko działo się tak szybko. Nawet nie zdążyłam pomyśleć o tym co się dzieje, słyszałam tylko krzyk i ten przeraźliwy pisk opon. Krew napłynęła mi do mózgu a potem tylko łzy spływały mi po policzkach.

Ostatnio zdarzyła mi się dziwna rzecz. Może Tobie też to się zdarza. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale nie daje mi to spokoju. Czy to umysł płata mi figle, czy to jakieś ostrzeżenie? Trochę to śmieszne wiem, ale w tamtej chwili wcale nie było mi do śmiechu. Dlatego muszę to z siebie wyrzucić, może napisanie tego co się wydarzyło pomoże mi zrozumieć, a może tylko mnie uspokoi.

Stało się to kilka dni temu, gdy Artur był w przedszkolu, a ja z Antosią leżałyśmy na łóżku. Po ciężkiej nocy byłam tak zmęczona, że z trudem utrzymywałam otwarte powieki, próbowałam odpocząć leniwie zabawiając córkę zabawką. W pewnej chwili musiałam przymknąć oczy, bo znalazłam się na chodniku przed domem, stałam i czekałam patrząc na drugą stronę drogi, gdzie szła uśmiechnięta Antosia z tatą trzymająca coś w rękach. Szczęśliwa woła coś do mnie, ale ja tego nie słyszę i tylko macham jej też uśmiechnięta jak ona. Antosia zniecierpliwiona nie może się już doczekać aż mi pokaże tą rzecz, wyrywa się tacie i biegnie przez ulicę z wystawionymi rączkami do przodu. 

W jednej sekundzie słyszę swój krzyk wyrywający się z mojego gardła i pisk opon. Widzę jak samochód uderza w moją córkę a coś co jeszcze przed chwilą trzymała mocno w rękach leci wysoko w powietrze a ona leży na ziemi bez ruchu. Mąż podlatuje do niej i krzyczy ze łzami w oczach. Pode mną uginają się nogi, ale nadal stoję bez ruchu. Czemu nie mogę się ruszyć i podbiec do nich? Zastygłam w jednej pozie i nie mogę zrobić kroku ani w tył ani w przód, a tak bardzo chcę biec. Moje ciało zalewa strach, tak paniczny że nie mogę oddychać. W jednej sekundzie poczułam taką rozpacz i taki ból jak gdyby w moje serce wbiło się tysiące odłamków szkła rozrywając je na kawałki. Czuję tylko jak łzy spływają mi po policzkach i nadal słyszę tylko krzyk i ten głośny, przeraźliwy pisk opon.

Otwieram oczy i widzę Antosię bawiącą się obok mnie, czuję ulgę i nie wiem czy te łzy to nadal rozpacz czy uczucie szczęścia, że to wszystko działo się tylko w mojej głowie. Nigdy w życiu nie bałam się tak bardzo i nie czułam tak prawdziwego uczucia straty jak przez te kilka sekund. Było to tak realne doznanie, że jeszcze długo nie mogłam dojść do siebie. Widziałam śmierć mojego dziecka, a potem nie mogłam przestać jej tulić i całować. Kocham swoje dzieci z każdym dniem jeszcze mocniej, a takie "sny" przypominają mi o kruchości życia, o tym, że nie wiemy ile nam tak naprawdę go zostało. Wystarczy jedna chwila a możemy stracić wszystko. Dopóki nie zostałam mamą nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo można kochać, jak bardzo można się o kogoś bać i jak bardzo czyjeś szczęście i zdrowie jest ważniejsze od mojego. Tulę te moje dzieci ile tylko mogę, noszę na rękach i śpię z nimi w jednym łóżku, robię to wszystko co mi niektórzy odradzają, że się przyzwyczai, że rozpieszczę. I co z tego? Mogę je nosić na rękach nawet do 18-tki żeby tylko tego chciały, żeby tak jak dziś z chęcią się do mnie przytulały i dawały buziaka. 

Chyba minął tydzień od mojego koszmaru, a ja nie mogę przestać o tym myśleć, cały czas mam ten obraz przed oczami i słyszę ten pisk. Nie mogę się pogodzić z tym, że tak jest ten świat stworzony, że umierają niewinne dzieci, bo przecież to rodzice mają umrzeć pierwsi, tak powinno być. Nie ważne czy dziecko umiera z dnia na dzień, czy po długoletniej chorobie, to zawsze boli tak samo. 



Zobacz Również

0 comments

Archiwum