Walcz matko!

11:44

Dostaję od was maile na bardzo różne tematy. To dzięki wam powstał cykl z inspiracjami pokoików dziecięcych. Bardzo ważna jest dla mnie każda wiadomość i na każdą z chęcią odpisuję, bo bardzo mnie cieszą. Piszecie mi o tych dobrych momentach z waszego życia, ale dzielicie się ze mną też waszymi smutkami.


Ja wszystkich rozumów nie pozjadałam i wszystkiego nie wiem, ale żyję już na tym świecie 30 lat, mam dwójkę dzieci i trochę doświadczenia udało mi się zdobyć, którym się chętnie z wami dzielę, a jak uda mi się w jakiś sposób was wesprzeć i pomóc to cieszę się jak dziecko na widok lizaka. Jedna z rozmów z wami tak mi jakoś na serce siadła i z głowy nie chce wyjść, że muszę się z wami podzielić moimi przemyśleniami na ten temat. 

Nie wiem dlaczego tak jest, ale najczęściej to najbliższe osoby sprawiają nam najwięcej bólu, a przecież nie powinno tak być. Zakochujemy się, bierzemy ślub i zamieszkujemy razem. Nieraz zmieniamy całe swoje życie, miejsce zamieszkania, pracę, oddalamy się tysiące kilometrów od domów rodzinnych i przyjaciół, a w gratisie do ukochanego dostajemy jego rodzinę i znajomych. Jesteśmy szczęśliwe i nawet nie zauważamy jak obcy nam ludzie zaczynają ingerować w nasze życie i decydować za nas, a zwykłe rady stają się nachalne i za częste. Próbujemy dostosować się do nowej rodziny i ich zasad, nie chcąc nikogo urazić. Tylko za jaką cenę i dlaczego? 

Bo jeśli nam jest z tym dobrze, że nagle ktoś inny decyduje o kolorze naszych ścian lub wychowuje za nas nasze dzieci, to ok., ale jeśli to nas boli i czujemy się z tym źle, to czemu się na takie traktowanie zgadzamy, dlaczego cicho płaczemy w kącie zamiast zawalczyć o swoje szczęście? Jest mi przykro, gdy słyszę, że komuś bardziej zależy na opinii sąsiada i przyszywanej ciotki niż własnego dziecka.

Walcz matko! Walcz o to by być szczęśliwą!

Bo jeśli Ty nie będziesz walczyć o swoje szczęście to jak nauczysz tego swoje dzieci? Nie namawiam Cię do kłótni z osobami, które twierdzą, że te wszystkie rady to z dobroci serca i żeby Ci pomóc, bo jeśli tak jest to się to czuje i takim osobom można tylko podziękować, że są przy nas, ale jeśli cierpisz przez te osoby i ich docinki, jest Ci z tym źle i przez to wylewasz łzy, to namawiam Cię do tego żebyś się tym osobom postawiła i zawalczyła o swoje życie. Ja wiem, że nie zawsze jest na to siła i że nieraz lepiej mieć święty spokój, ale potem możesz tego żałować, żałować że ktoś odebrał Ci Twoje chwile z dzieckiem i nie pozwolił Ci ich przeżyć tak jak Ty tego chciałaś. 

Przez ostatnie kilka lat nauczyłam się, że wszystkie docinki, złośliwości i złote rady od otaczających na co dzień mnie osób jednym uchem wpuszczam, a drugim wypuszczam, żeby nie kłócić się o pierdoły, bo nie o to w życiu chodzi, czasem naginam moje zasady. I jak słyszę, że przecież każdy rodzic powinien wiedzieć, że cukierki dzieciom nie szkodzą i czasem jak zamiast obiadu zje tabliczkę czekolady to mu nie zaszkodzi i wcale nie muszą mieć drzemek w dzień albo chodzić spać po dobranocce, to mnie trafia szlag, ale ugryzę się w język, pomyślę swoje ale zostawię to dla siebie, żeby niepotrzebnie nie wywoływać kłótni. Ja najbardziej lubię słuchać jak wszyscy wiedzą jak moje dziecko powinno być ubrane i lepiej wiedzą kiedy jest głodne, zresztą ono jest wiecznie głodne, bo jak tylko zapłaczę to słyszę, żebym mu cyca dała a nie głodziła, po prostu mnie to śmieszy. Dopóki te dobre rady mieszczą się w moich granicach, przymykam oko, włączam na luz bo wiem, że to tak tylko przez chwilę, że zaraz pójdziemy do domu i zrobimy po swojemu, ale jeśli to oko bardziej przymknąć się już nie da, walczę o swoje rację i o to co ja uważam za słuszne i dobre dla moich dzieci. 

Nie mogę się pogodzić z tym, że osoba dorosła, która przeżyła już większość swojego życia, mająca swoje dorosłe już dzieci, zatruwa życie swojej rodzinie, tylko dlatego, że nie podoba jej się, że matka swojemu dziecku kupuje drewniane naturalne zabawki zamiast kolorowych plastikowych, albo dlatego, że ubiera córkę w szare ubranka zamiast różowe. Dlaczego dla tych ludzi nie jest ważne zdrowie, miłość, wsparcie i przekazanie swoim wnuczkom jak najlepszych wartości, pomóc córce lub synowej w trudach wychowania, w odnalezieniu się w nowej sytuacji, bo daleko od domu rodzinnego i przyjaciół, z premedytacją utrudniają im życie. Po co? Żeby tylko pokazać kto tu rządzi? 

Walcz matko! 

Spróbuj rozmawiać i tłumaczyć, że jest Ci przykro przez te nadgorliwe złote rady, poproś męża o wsparcie, wiem, że jest ciężko bo jesteś sama i wszyscy przeciwko Tobie, ale nie daj się stłamsić i odebrać sobie prawa do decydowania o życiu swoim i swoich dzieci. Rób tak, żeby Twoja rodzina była szczęśliwa i zadowolona, nie teście, nie sąsiedzi i wszystkie cioteczki, tylko Wy. Masz jedno życie i nie pozwól sobie odebrać ważnych dla Was wspólnych chwil. Wszystkich nie da się zadowolić. Ktoś może mieć inny gust i inne wartości w życiu ale nie pozwól ich sobie narzucić jeżeli jesteś pewna swoich. Tam gdzie możesz przymknij oko, zaśmiej się i obróć w żart, niech wszyscy wiedzą, że jesteś silna i nie dasz się złamać, dla niektórych ludzi prowokowanie Ciebie to zabawa i sposób na nudę. Bądź silna i walcz o Wasze szczęście, bo masz dla kogo!

Ten temat jest tak szeroki, że musiałabym mu poświęcić kilka takich wpisów, bo wiecie, że są osoby tak dumne i nie znające umiaru w swojej złości, że nawet nie chcą zobaczyć swoich wnuczków? Co tymi ludźmi kieruje, nie wiem.

Zastanawiam się czy lepiej mieć dziadków we wszystko wtrącających swoje pięć groszy czy takich co to nawet przez godzinę nie chcą zająć się swoimi wnuczkami i nic ich nie obchodzi? A wiem, najgorsi to są chyba tacy co wszystko wiedzą najlepiej, ale tak są zajęci sobą, że czasu dla wnuczków nie mają. 



Zobacz Również

0 comments

Archiwum