Czego Ty w końcu chcesz?

19:12



Gdy byłam w szkole podstawowej jak najszybciej chciałam iść do liceum, już, natychmiast. W liceum czekałam tylko kiedy w końcu będę mięć te osiemnaście lat, być dorosłą, sama o sobie decydować i nie musieć się tłumaczyć z niczego rodzicom, ciągle myślałam o tym jak to starsi mają fajnie, nie muszą chodzić do szkoły, uczyć się, wychodzą gdzie chcą, z kim chcą i kiedy chcą. 

Ciągle chciałam jak najszybciej być na kolejnym etapie życia, nie widziałam nic fajnego w byciu małolatą, której nikt nie słucha i wszyscy mówią że moje problemy to błachostki. Byłam raczej spokojną nastolatką nie imprezowałam zbyt często,wracałam na noc grzecznie do domu więc liceum ciągneło mi się bardzo długo. Potem były studia o których tak ciągle myślałam, miały być imprezy do rana, dużo ludzi dookoła i miało się dużo dziać. Daleko od domu, upragniona samodzielność (za pieniądze rodziców) i co? I studia minęły tak szybko że nawet nie zdążyłam się nacieszyć, dyplom magistra w ręku. W końcu dorosła. Tylko czemu po tych studiach tak bardzo zaczeło mi brakować bycia nastolatką i przeżycia tego jeszcze raz, może inaczej, może bardziej korzystać z młodości więcej błędów popełnić, bardziej być szaloną i dlaczego wcześniej zamiast robić to czego pragnęłam ciągle myślałam o tym żeby być straszą bo to wtedy zacznie się życie.



Minęło kilka miesięcy mojej cudownej, bezstresowej dorosłości na garnuszku u rodziców i znowu chciałam czegoś więcej.   

A przecież było mi tak dobrze, obiad ugotowany, praca w godzinach nienormowanych, wieczorne wyjścia ze znajomymi - błogostan mógł trwać dłużej. 


I bach! Jedno spojrzenie, jeden uśmiech, jeden dotyk i ten jeden taniec znowu sprawiają że chcę więcej. Cieplutkie miejsce w domu rodzinnym przestały mi wystarczać, bo to On był teraz najważniejszy, to z Nim chciałam spędzać każdą minutę i sekundę, to nagle Jego zaczęłam potrzebować najbardziej i wydawało mi się że nic innego się nie liczy i nic nie ma znaczenia - tylko My. Jeden dzień, ciepło, balon, My i nic więcej, cały świat nie istnieje, i to jedno krótkie pytanie wypowiedziane cicho i z niepokojem, nie było innej możliwości jak odpowiedź "TAK", Szczęście ekscytacja, fascynacja i wszystkie uczucia, które nam towarzyszą pchają nas do tego jedynego dnia, który ma być przecież jednym z najważniejszych w naszym życiu. I znowu chciałam tego jak najszybciej, a więc była przeprowadzka, początek wspólnego życia. Ślub zorganizować chciałam sama, no bo przecież ja wiem najlepiej jak ma wyglądać ten dzień, ciągła bieganina za suknią, kwiatami, dekoracjami, ksiądz, obrączki..... 



Dwie małe kreseczki i nagle pod moim sercem zaczyna żyć mały człowieczek. Wszystko na raz, ten pośpiech, przeprowadzka - ślub - dziecko - nowe życie. Myślę dam radę! Przecież tego chciałam , w końcu mam swoją dorosłość, swoją rodzinę .... i mnóstwo obowiązków o których wcześniej nie miałam pojęcia. Wszyscy mówili, że mam szczęście bo mam kochającego męża, zdrowe cudowne dziecko, mam gdzie spać i za co żyć. Niby tak ale chęć bycia w tym wszystkim najlepszą, idealną żoną i matką, która nie potrzebuję żadnej pomocy i ze wszystkim sobie da radę spowodowała że coś we mnie pękło. Rok, dwa i okazało się że tego jest za dużo jak na jedną osobę, że za szybko się wszystko dzieję, że w pogoni za byciem idealną matką z codziennie ciepłym obiadem i czystym, pachnącym ciastem domem zatraciłam siebie, że w tym wszystkim nie ma mnie. Że On już nie jest taki cudowny jak mi się wydawało, że w nadmiarze codziennych obowiązków przestaliśmy być My i trudno jest nam to odbudować.  



I po co był ten pośpiech, do czego? Czy nie można tak po prostu cieszyć się każdym etapem swojego życia? Tylko ciągle chcę więcej, być w innym miejscu. Może drugie dziecko pozwoli mi chociaż na chwilę się zatrzymać, zwolnić i pomyśleć o tym co jest teraz. Chociaż wątpię że będę mieć czas na znalezienie siebie, ale może ta mała istotka mnie na chwilę zatrzyma i ten pośpiech i to czego mi brakuje chociaż na chwilę przestanie mieć znaczenie. Może ta mała dziewczynka nauczy mnie od nowa jak żyć, jak cieszyć się małymi rzeczami, jak znów czuć się fajnie przy Nim. Jestem ogromną szczęściarą bo mam to czego zawsze pragnęłam, rodzinę, dom, zdrowie i chyba tylko to co jest między mną a Nim muszę poprawić, znowu poczuć ten żar, bo ten brak bliskości i wsparcia od Niego sprawia, że czuję w sercu jakiś brak.




Zobacz Również

4 comments

  1. Kochana,
    naj, naj, najwazniejsze, ze ze wszystkiego zdajesz sobie sprawe. Jestes na dobrej drodze. Bedzie dobrze, zobaczysz.
    Gratuluje Ci drugiej ciazy, bedziesz mama dziewczynki. To niesamowicie piekna przygoda. Wiem z doswiadczenia:)
    A On, sprobuj Go zrozumiec. Powtarzaj przy byle okazji, jak waznym jest dla Ciebie fakt, ze dzieki niemu mozesz byc z dzieckiem w domu. Bo w dzisiejszych czasach to prawdziwy luksus. Spraw, zeby wracal do Was jak na skrzydlach. Nie musisz niczego w sobie poprawiac, fajnie, ze chcesz ale i tak hormony zrobia swoje. Jestes fajna babka i super mama. Wpadlam tu przypadkiem, przeczytalam Twojego bloga i juz kilku rzeczy mnie nauczylas!
    Delektuj sie druga ciaza i uwierz w swoja moc. Wygladasz kwitnaco.

    Sciskam,
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci Magdo za słowa wsparcia, od razu zrobiło mi się jakoś cieplej i lżej na sercu. Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam do mnie częściej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając ten post miałam wrażenie jakbyś trochę opisywała moje życie. Też chciałam być perfekcyjna i samodzielna po urodzeniu córki. Przed wszystkimi udawałam, ze jest dobrze a nie było. W dodatku brak męża, specyfika pracy nie pozwala mu być cały czas przy nas. Będąc w drugiej ciąży obiecałam sobie, że odpuszczę, ale na ile czas pokarze. Ściskam Cie bardzo mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy drugim dziecku może wyciągnę już jakieś wnioski z doświadczeń przy pierwszym, zdecydowanie świat będzie się kręcił wokół tej dwójki ale mam zamiar nie odpuszczać też siebie. Podobno szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci:) Pozdrawiam gorąco

      Usuń

Archiwum