Dwie kreski

20:55


I znowu dwie kreski.... Po dwóch latach kiedy spokój znowu zawitał do naszego domu, kiedy pozbyliśmy się smoczków, nocnego karmienia i pieluch, kiedy można się już dobrze z synkiem porozumieć i powie czego chce i co go boli, kiedy wieczorem po krótkim usypianiu można było spokojnie obejrzeć film. 

Dwie małe czerwone kreski i znowu życie do góry nogami.
Niby wiem jak to jest być w ciąży ale uczucia mi towarzyszące teraz są zupełnie inne niż przy pierwszej. Z Arturem od początku było szczęście, zadowolenie i podekscytowanie, strach przyszedł dopiero przed porodem. Całą ciążę czułam się lepiej niż przed i fizycznie i psychicznie. Byłam szczęśliwa że rośne mi brzuch i chciałam go wszystkim pokazywać, czułam się piękna i kochana. Dbałam o siebie i dużo odpoczywałam. Wiedziałam że będzie ciężko ale chciałam tego, myślałam że wszyscy mi będą pomagać i wspierać w macierzyństwie, że bez problemu dam sobie ze wszystkim radę. Poród wspominam całkiem dobrze, bolało bardzo ale wiedziałam że wszystkie kobiety to przeżywają, opiekę szpitalną w trakcie porodu i po nim miałam tak dobrą i ludzką, że o całym bólu i wszystkim co towarzyszyło porodowi zapomniałam od razu jak tylko zobaczyłam mojego małego pięknego synka. Rodziłam ze znieczuleniem i może dlatego nie wspominam tego źle, wręcz cała otoczka tych emocji i uczuć, mąż który pomimo moich krzyków wspierał mnie cały czas, widok jaki jest przerażony i szczęśliwy zarazem, jak obydwoje pierwszy raz zobaczyliśmy nasze dziecko i usłyszeliśmy jego płacz, jak A. przecinał pępowinę, jak położono mi synka na piersi, z perspektywy czasu dwóch lat jest w pewnym rodzaju magią. 
Gorzej za to wspominam kolejne miesiące, kiedy sama przez całe dnie próbowałam bez pomocy być matką.  A. wychodził do pracy rano i wracał późnym wieczorem, ja w obcym domu (mieszkałam u teściów) w obcym mieście, rodzina daleko, znajomych do których można wyskoczyć na spacer lub kawkę żadnych. Pierwsze dziecko, kompletny brak doświadczenia z takimi maluszkami, zima, on płakał a ja razem z nim, z bezsilności, z samotności, zła na wszystkich że mnie tak zostawiają, zła na A, że nie pomaga, że za mało, Byłam wykończona! (Teraz wiem i rozumiem że każdy ma swoje życie, swoje obowiązki i świat nie skupia się tylko na małej Kigusi) Brak czasu na jedzenie, na prysznic, stres, nerwy, brak bliskości i wsparcia od męża, chęć bycia najlepszą matką doprowadziło do tego że trudno mi się jest psychicznie pozbierać do teraz. 
I kiedy już powoli zaczęłam łapać oddech znów ciąża. Tym razem pierwszy był strach i przerażenie, że znowu to samo, że znowu będę z tym wszystkim sama, wstawanie w nocy, tym razem do dwójki, że znowu pieluchy, karmienie piersią, smoczki a do tego gotowanie obiadu i sprzątanie. Strach czy dam radę, czy zdołam sobie to wszystko poukładać i zorganizować, Czy w tym wszystkim będę jeszcze JA, czy już tylko matka i żona, czy tym razem się wszystko nie posypie całkowicie. I mimo że szczęście i radość przyszła, na usg gdy lekarz oznajmił nam że jednak tym razem dziewczynka będzie, nadal więcej jest strachu i obaw. Chociaż wszyscy mówią, że z dwójką lepiej, że miłości mi starczy na dwoję, że przecież już wiem co i jak,to się boję. I porodu też się boję. Złe samopoczucie, osłabienie, ciągłe bóle pleców i apetyt na wszystkie słodycze świata wszystko potęgują, to że czuję się źle sama ze sobą, że czuję się bardzo gruba (mimo że tyję tak samo jak w pierwszej ciąży), brzydka i zaniedbana.
Ale mam jeszcze kilka miesięcy więc cieszę się każdą chwilą spędzoną a Arturkiem, poświęcam mu jak najwięcej czasu bo wiem że później ten czas trzeba będzie dzielić na pół, i cieszę się każdą chwilą dla siebie, każdą przeczytaną książką, wizytą u fryzjera...
bo nie wiem jak będzie.....



Zobacz Również

3 comments

  1. czytając Twój tekst odnoszę wrażenie jak bym to ja sama go napisała :) wiem co czułaś i co czujesz bo przechodziłam przez to wszystko w bardzo podobny sposób ale teraz jest już tylko fajnie :) chłopcy każdym uśmiechem, każdym przytuleniem dają mi mnóstwo siły na kolejne dni :) tak więc życzę wytrwałości i zdrówka dla dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa wsparcia i pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo rozumiem o czym piszesz. Teraz moja córka ma juz prawie 2 lata i wiele się zmieniło, jest coraz łatwiej. Ale mimo wszytsko pamiętam początek i choc miałam o połowę mniej obowiązków niż teraz (bo nie pracowałam), odnoszę wrażenie że mnie nie było. Dosłownie.
    Uściski i dużo sił!

    OdpowiedzUsuń

Archiwum